wtorek, 17 lutego, 2026

Zamach na cara w Poznaniu

W 1843 roku w Poznaniu doszło do pozornie niegroźnego incydentu, który wkrótce miał poważne konsekwencje polityczne, angażując niemal wszystkie służby dyplomatyczne Prus, Rosji, Wielkiego Księstwa Poznańskiego oraz Królestwa Polskiego, a także policję. Wszystko zaczęło się od przypadkowego wystrzału. Niestety, padł on w pobliżu karety, w której podróżował car i imperator Wszechrosji, Mikołaj I Pawłowicz. Więcej o tym wydarzeniu opowiemy na stronie poznanyes.eu.

Krótka biografia cara

Mikołaj I był trzecim synem cara Pawła I. Jego starszymi braćmi byli car Aleksander I oraz słynny wielki książę Konstanty Pawłowicz. Gdy po śmierci Aleksandra I Konstanty miał wstąpić na tron, poddani nagle dowiedzieli się, że następnym władcą będzie nie on, lecz jego młodszy brat Mikołaj. Konstanty potajemnie zrzekł się praw do tronu, którego i tak nie mógł odziedziczyć, ponieważ wcześniej zawarł małżeństwo morganatyczne z polską arystokratką Joanną Grudzińską. Tak jak kobieta nie pochodziła z rodziny królewskiej, Konstanty nie mógł zostać carem zgodnie z prawem rosyjskim. Warto dodać, że Konstanty był szwagrem generała Dezyderego Chłapowskiego, dobrze znanego w Wielkopolsce, ponieważ ich żony, Joanna i Antonina, były siostrami.

Mikołaj zasłynął jako obrońca starego porządku i władzy absolutnej, a także zagorzały przeciwnik wszelkich ruchów rewolucyjnych i liberalnych. W Europie nazywano go żandarmem Europy, a w Rosji – Mikołajem Pałkinem. Uważał, że jego misją jako władcy jest zachowanie зsamodzierżawia i tłumienie wszystkich europejskich rewolucji. Swoje panowanie rozpoczął od stłumienia powstania dekabrystów na Placu Senackim w Petersburgu. 14 grudnia 1825 roku grupa oficerów, którzy od dawna spiskowali w celu obalenia absolutyzmu w Rosji, wykorzystując zamieszanie wokół sukcesji tronu, wyprowadziła na plac około 3000 żołnierzy. Jednak spiskowcy, znani jako dekabryści, wykazali się biernością, co wykorzystali żołnierze lojalni wobec cara, brutalnie tłumiąc powstanie. Pięciu przywódców spisku zostało skazanych na karę śmierci, a resztę zesłano na Syberię. 29 listopada 1830 roku wybuchło powstanie w Królestwie Polskim, które zakończyło się klęską i represjami. Car nie miał więc szczególnych powodów, by darzyć sympatią Polaków, których uważał za niewdzięcznych buntowników. Nic dziwnego, że przypadkowy wystrzał w Poznaniu uznał za zamach. 

Car w Poznaniu

Wszystko wydarzyło się w bardzo dziwnych okolicznościach. Mikołaj I wracał do Rosji z Berlina we wrześniu 1843 roku, a jak wiadomo, najkrótsza droga wiodła przez Poznań. Car bardzo nie lubił tego miasta. Po pierwsze, znaleźli tam schronienie uchodźcy polityczni z Rosji, po drugie, wielu mieszkańców Poznania i Wielkopolski brało udział w Powstaniu Listopadowym. Trzecią przyczyną był incydent sprzed kilku lat. Podczas podróży przez Poznań w drodze do Berlina jego powóz uderzył w narożnik pałacu Mielżyńskich na Starym Rynku. Jeden z carskich kozaków zaczął bić woźnicę za ten błąd, a przypadkowi przechodnie stanęli w obronie bitego, krzycząc, że tutaj nie można zachowywać się tak arogancko, bo to nie Rosja. Oczywiście takie słowa bardzo dotknęły i rozgniewały monarchę. Mimo to musiał wracać przez Poznań i 19 września wjechał do miasta. Okazało się, że jego wizyta zbiegła się w czasie z pogrzebem generała Karla von Grolmana, dowódcy V Korpusu Armii Pruskiej, stacjonującego w Poznaniu, oraz inicjatora przekształcenia zamku w Przemyślu w twierdzę. Generał zmarł cztery dni wcześniej. Procesja pogrzebowa miała wyruszyć ze Starego Rynku i dotrzeć na cmentarz na Winiarach. Ze względu na zaplanowaną wizytę cara ceremonię przełożono. Car nie planował dłuższego postoju w Poznaniu, ale musiał zmienić konie przy budynku pocztowym przy ulicy Rybaki. Na przywitanie wysokiego gościa przybył namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego Moritz von Beuermann. Jednak car nie uznał za stosowne wysiąść z powozu, dając tym samym wyraz pogardy wobec miasta i jego władz. Po krótkiej przerwie orszak carski ruszył dalej, kierując się z ulicy Wilhelmowskiej do Garbar, a stamtąd mostem Chwaliszewskim przez starorzecze Warty – w stronę Warszawy. Po przekroczeniu mostu jedna z karet, w której znajdowała się kancelaria carska, wpadła do głębokiego rowu, a kozak stojący z tyłu przypadkowo upuścił karabin, z którego padł strzał. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Być może o tym wydarzeniu nikt nigdy by nie usłyszał, gdyby nie fakt, że po dotarciu do Warszawy car poskarżył się namiestnikowi Królestwa Polskiego, feldmarszałkowi Iwanowi Paskiewiczowi, na rzekomo hanebne traktowanie, jakiego doznał w Poznaniu.

Oburzony takim potraktowaniem swego monarchy, Paskiewicz wystosował do Berlina notę protestacyjną, której kopię otrzymał także gubernator Beuermann. W depeszy znajdowała się między innymi relacja samego cara na temat wydarzeń w Poznaniu. Pisał on, że podczas zmiany koni traktowano go z pogardą, nikt nie zdjął nawet czapki, a jego służącego, siedzącego na koźle, ktoś uderzył kijem. Gdy powóz kancelarii przejeżdżał przez most Chwaliszewski, na skrzyżowaniu ulic obok wodociągu stali podejrzani ludzie. Oddali strzał w stronę karety, a kula przebiła ją na wylot, dziurawiąc także płaszcz jednego z urzędników znajdujących się w środku. Carscy urzędnicy bali się zatrzymać w mieście i stanęli dopiero za Poznaniem, na drodze warszawskiej.

Śledztwo w sprawie incydentu

Król pruski Fryderyk Wilhelm IV poważnie podszedł do tej sprawy i wysłał do Poznania komisję śledczą, w skład której weszli także miejscowi urzędnicy wyznaczeni przez naczelnego gubernatora. Komisja przesłuchała wielu świadków i nawet wyznaczyła nagrodę w wysokości 1000 dukatów za wskazanie winnego wystrzału na Chwaliszewie. Jednak śledztwo nie przyniosło żadnych rezultatów. Jeden z członków komisji, radca prezydialny Noah, udał się do Warszawy z prośbą do feldmarszałka Paskiewicza o pokazanie ostrzelanego powozu, munduru urzędnika z dziurą po kuli oraz o przesłuchanie dworzan, którzy towarzyszyli carowi w tym czasie. Paskiewicz przyjął śledczego nieprzychylnie. Irytował go brak postępów w dochodzeniu, szczególnie w Warszawie, ponieważ strzał padł w Poznaniu. Co więcej, poinformował Noaha, że powóz zamierzają rozebrać, płaszcz został zniszczony, a urzędnicy wyjechali do Petersburga.

Misja Noaha zakończyła się fiaskiem, więc do Warszawy udał się osobiście szef berlińskiej policji, Duncker. Jednak i on nie zdołał niczego udowodnić, a gubernator potraktował go z niechęcią. Komisja śledcza, mimo ogromnych wysiłków, nie była w stanie wyjaśnić sytuacji. W związku z tym śledztwo zostało umorzone, a sprawę zamknięto. Wystrzał uznano za przypadkowy i nie znaleziono żadnych dowodów na spisek przeciwko życiu cara Mikołaja I. Sytuacja ta ujawniła, jakie były relacje między dwoma państwami. Teoretycznie były poprawne, a nawet serdeczne, jednak w praktyce car zupełnie nie liczył się z Królestwem Prus, traktując je z uprzedzeniem. Prusy obawiały się Rosji, co potwierdza choćby przekształcenie Poznania, miasta położonego zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy, w twierdzę. Gdy w 1848 roku w Berlinie wybuchła „Wiosna Ludów”, największe obawy budziła możliwość zbrojnej interwencji właśnie ze strony Rosji.

.......