wtorek, 17 lutego, 2026

Najsłynniejsza kryminalna historia Poznania: Edmund Kolanowski i jego morderstwa

Miasto Poznań nigdy nie słynęło ze szczególnej kryminalności i częstych przestępstw. Oczywiście, jak w każdym innym mieście na świecie, od czasu do czasu zdarzają się tu wypadki, przestępstwa i historie kryminalne, a policja wciąż ma nierozwiązane sprawy, pisze poznanyes.eu.

Jednak historia poznańskiego mordercy zszokowała wiele osób i stała się być może najbardziej kryminalną historią w historii miasta.

Początek historii

Nierzadko to trauma z dzieciństwa jest przyczyną okrucieństwa, przemocy i zaburzeń psychicznych u ludzi. To właśnie przydarzyło się Kolanowskiemu. Jego ojciec był okrutnym człowiekiem: po powrocie do domu z wojny zaczął mocno pić i bić syna, podczas gdy jego matka przymykała na to oko, ponieważ opłakiwała swojego najstarszego syna. Potrafiła spędzać całe dnie na cmentarzu przy grobie zmarłego dziecka, a Edmund często jej towarzyszył.

U chłopca zaczęły pojawiać się zaburzenia psychiczne: nie dogadywał się z grupą, nie uczył się dobrze w szkole i przeszkadzał w lekcjach, nie był podatny na edukację (choć jego rodzice nie próbowali tego robić). Aby uniknąć wychowywania dziecka, rodzice wysyłali syna do różnych ośrodków psychiatrycznych i szpitali, co tylko pogarszało ogólny stan chłopca.

Podczas pobytu w kolejnym szpitalu Edmund ponownie zobaczył ludzkie zwłoki: od tego momentu ludzkie zwłoki stały się jego „obiektem adoracji”. Przez lata zwłoki służyły mu do zaspokajania fantazji seksualnych, podobnie jak skradziona damska bielizna, którą nosił Kolanowski.

W pewnym momencie Edmund próbował popełnić samobójstwo, ale został uratowany.

W 1970 r. ożenił się z Zofią: mieli dwie córki. Po tym, jak jej mąż napadł na kobietę, której nie znał, Zofia odeszła od niego, a Edmund trafił do więzienia.

Po wyjściu z więzienia poznał Gabrielę i zamieszkał z nią. Po pewnym czasie urodziła im się córka. Kobieta została tzw. konkubiną mordercy, wiedziała o wszystkich jego zbrodniach i chorobliwych zainteresowaniach, ale milczała, a nawet kryła swojego cywilnego męża.

Jak rozwiązano sprawę

Zimą 1983 roku rozpoczęło się polowanie na przestępcę. W tym czasie policja nie wiedziała, kogo szukać, a jedynie, że było kilka podobnych do siebie morderstw.

Wiadomo było, że przestępca zabijał kobiety lub wykopywał martwe ciała, aby pobrać ich organy. Następnie wszywał je w manekiny i odbywał z nimi stosunki seksualne. W Poznaniu w ten sposób zabito sześć kobiet (począwszy od 1970 roku).

Policja rozpoczęła poszukiwania sprawcy: czekała na poznańskim cmentarzu, otrzymując informacje o nowych pochówkach. Tropili go od lutego do maja 1983 r., aż w końcu im się poszczęściło: sprawca pojawił się.

Kiedy policjant miał już aresztować zabójcę, nagle zapaliły się światła i Edmund chwycił za broń. Na szczęście nie było w nim naboi, a przestępca zdołał zniknąć w ciemności, uciekając do lasu. Jeden z policjantów twierdził, że była to jedyna rzecz, która uratowała mu życie. Rano policja znalazła ślady sprawcy w pobliżu grobu i resztki papieru, w który Kolanowski owinął swoją łopatę. Po dokładnym zbadaniu papieru jeden z funkcjonariuszy policji zdał sobie sprawę, skąd on pochodzi.

W ten sposób uzyskano dwie wskazówki: niewielki ślad na ziemi, który wskazywał, że sprawca był niski, oraz kawałek papieru z napisem Pollena Łaskarzew.

Policja wiedziała, że papiery były używane do wysyłania produktów do dwóch fabryk. Jedna z nich znajdowała się w Poznaniu i właśnie tam udali się policjanci. Po przybyciu na miejsce od razu zwrócili się do dyrektora: był bardzo pomocny w tej sprawie. Okazało się, że w zakładzie pracowało tylko trzech mężczyzn, a Kolanowskiego (który okazał się jednym z nich) policjanci rozpoznali od razu, gdyż był już raz skazany na karę więzienia.

Policja aresztowała nekrofila i zabrała go na komisariat. Edmund nie od razu przyznał się do zbrodni, ale ostatecznie potwierdził, że zabił sześć kobiet.

Podczas przesłuchania sąsiadów policja dowiedziała się, że mężczyzna zachowywał się wyjątkowo dziwnie, a z jego podwórka nieustannie dochodził okropny zapach. Okazało się, że szył manekiny na strychu swojego domu.

Gabriella potwierdziła wszystko: musiała milczeć, ponieważ mężczyzna groził, że ją zabije.

W wyniku śledztwa Edmund Kolanowski został skazany na karę śmierci. Najwyraźniej był ostatnią osobą skazaną na śmierć, ponieważ wkrótce po tej sprawie kara śmierci została w Polsce zniesiona. Być może gdyby polskie władze podjęły tę decyzję nieco później, Kolanowski nadal by żył.

.......