Obóz koncentracyjny Fort VII w Poznaniu jest jednym z dowodów okropności II wojny światowej. Powstałe w pierwszych dniach wojny miejsce było świadkiem cierpień tysięcy więźniów i było jednym z pierwszych przykładów masowych eksperymentów nazistow z użyciem gazu – pisze poznanyes.eu.
We wrześniu 1939 roku, kiedy wojska niemieckie okupowały Polskę, zapadła decyzja o utworzeniu na terenie Fortu VII Twierdzy Poznań Obozu Koncentracyjnego. 10 października obóz rozpoczął swoją działalność, początkowo pod przewodnictwem Einsatzgruppe VI. Obóz zyskiwał różne nazwy, lecz jego cel pozostał niezmienny – więzienie, torturowanie i egzekucja tych, którzy byli uważani za wrogów III Rzeszy.
Od fortyfikacji do komory śmierci
Fort VII, pierwotnie nazwany Fortem Colomb na cześć pruskiego generała Friedricha Colomba, od końca XIX wieku pełnił funkcję obiektu fortyfikacyjnego. W czasie I wojny światowej nie był używany w walkach, natomiast w czasie powstania wielkopolskiego Polacy zapobiegli jego zniszczeniu przez wojska niemieckie.
Jednak w czasie okupacji hitlerowskiej Fort VII przekształcił się w miejsce, gdzie więźniów czekał nieznany los. Ci, którzy trafili do Fortu VII, oczekiwali na decyzję gestapo – sądu, przeniesienia do innych obozów koncentracyjnych lub natychmiastową egzekucję.
Masowe egzekucje odbywały się w pobliskich lasach, takich jak Zakrzewo, Palędzie, Dąbrówka, Dębienko, Mosina i Oborniki, a niektóre również na terenie samego fortu. Niemcy próbowali zniszczyć dowody swoich zbrodni ekshumując masowe groby i paląc zwłoki, co utrudniło ustalenie dokładnej liczby ofiar.
Więźniowie i ich cierpienia
Fort VII przetrzymywał różnorodnych więźniów, m.in. powstańców wielkopolskich, powstańców śląskich, urzędników państwowych, nauczycieli, księży, aktywistów politycznych, kupców, lekarzy, prawników i innych. Wysyłano tu także członków organizacji podziemnych, m.in. Polskiej Organizacji Wojskowej i Narodowej Organizacji Bojowej.
Życie w Forcie VII było okrutne. Ciemnice były przepełnione, nieogrzewane i pozbawione odpowiednich warunków sanitarnych. Szerzył się głód i choroby, więźniowie otrzymywali minimum jedzenia, co czyniło ich słabymi i bezbronnymi. Tortury, pobicia i egzekucje były dla więźniów stałym zagrożeniem.
Dziedzictwo Fortu VII
W obozie Fort VII panowały liczne epidemie chorób zakaźnych, w wyniku których zginęło kilkuset więźniów. Ostatecznie w czasie okupacji przez Fort VII przeszło od 17 000 do 40 000 osób, z których według różnych szacunków kilka tysięcy zginęło w jego murach.
W kwietniu 1944 roku obóz został zamknięty, a pozostałych więźniów przeniesiono do innych obozów koncentracyjnych. Po wojnie teren Fortu VII został zajęty przez Ludowe Wojsko Polskie, a obecnie mieści się tu Muzeum Martyrologii Wielkopolan – Fort VII, będące oddziałem Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości.

Fort VII w Poznaniu jest przerażającym przypomnieniem zbrodni popełnionych podczas II wojny światowej, gdzie straciła życie niezliczona liczba ludzi, a echa cierpień wciąż rezonują w historii.
Horrory w Forcie VII
Życie w Forcie VII było prawdziwym koszmarem dla jego więźniów. Ciasne, niskie cele były pozbawione okien i dostępu do świeżego powietrza. Wejście do każdej z nich zabezpieczone było kratą i drzwiami. Prowadził do nich długi, ciemny korytarz. Same cele były nieogrzewane i słabo oświetlone. Było w nich bardzo wilgotno, ze ścian kapała woda, która zimą zamarzała i tworzył się lód. Więźniowie załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne do wiadra, które stało pod ścianą w celi. W tych pomieszczeniach nie było ani stołu, ani krzeseł, ani łóżek. Spali na betonowej posadzce pokrytej słomą. Wszystkie cele były przepełnione. W każdej było od 55 do 65 osób. Było w nich pełno brudu, robaków i chorób.

Cele kobiece znajdowały się w przyziemiu fortu i miały małe okna wychodzące na dno fosy. W tych pomieszczeniach znajdowały się prycze i ławki, na których można było usiąść. W jednej takiej celi mieściło się 20 lub więcej kobiet.
Za drobne przewinienie więźniowie trafiali do karceru. Były to pomieszczenia pod schodami, o wysokości około 1,8 metra przy wejściu i około 0,5 metra w głębi, gdzie była woda. Więźniów trzymano w izolacji przez kilka dni bez jedzenia.
Tortury w Forcie VII
Zanim więźniowie zostali powieszeni lub zastrzeleni, najpierw przechodzili przez piekło przesłuchań i tortur. Jedną z takich tortur był tzw. „dzwon”. W łaźni obozu więźnia wieszano do góry nogami, z rękami związanymi na plecach, a następnie bezwładne ciało popychano, by huśtało się coraz mocniej, aż wisielec uderzał głową o umywalki. To kończyło się złamaniem głowy i śmiercią. Ponadto więźniów także zmuszano do „zabawy w zająca”, która polegała na tym, że więźniowie skakali, udając zające. W tym czasie strażnicy strzelali do nich z pistoletów. Więźniowie byli także zmuszani do „wycieczki w Karpaty”. Polegało to na tym, że strażnicy zimą przygotowywali zamarznięte strome zbocze wewnątrz fortu, a następnie zmuszali więźniów wbiegać po nim na górę, w trakcie czego ludzie spadali w dół, łamiąc sobie ręce i nogi oraz rozbijając głowy. Jeśli udawało im się wejść na górę, to i tak byli z niej zrzucani. To tylko kilka przykładów niemieckiego znęcania się nad więźniami w Forcie VII. Było ich znacznie więcej.
Głód i choroby
Głód i choroby miały krwawe konsekwencje. Głodzenie więźniów było najłatwiejszym i najskuteczniejszym sposobem na ich zabijanie. Śniadanie – filiżanka kawy i kawałek suchego chleba. Obiad – pół litra wodnistej zupy, gotowana rzepa, czasami kasza. Kolacja – tylko kawa. Od 1941 roku wydawano tylko dwa posiłki dziennie. Nie było ani cukru, ani mięsa, ani tłuszczu. Przy takim odżywianiu i warunkach w obozie szybko traciło się siły i zdrowie.
Raz w miesiącu więźniowie otrzymywali listy od swoich bliskich i mogli na standardowym formularzu napisać krótkie informacje swoim rodzinom. Nie mieli ubrań więziennych, ale nosili ubrania cywilne, w jakich zostali wysłani do fortu. Okazjonalnie ich krewni mogli dostarczać im czyste ubrania i zabierać brudne.
Czasami więźniowie otrzymywali paczki od swoich krewnych. Jednak nie dochodziły one do nich w całości. Najpotrzebniejsze produkty zabierali strażnicy.